Wielki powrót…

Ha! Wcale nie należy się martwić, po prostu przygniotły nas projekty, spotkanie i Wormsy. Nie tak dawno temu wybralismy się na jeden dzień do Sztokholmu, razem z Leonem i Alexem. Samo miasto jest naprawdę piękne - szczególnie starówka z wąskimi uliczkami, tętniące życiem po zmroku. Plan wyprawy był bardzo upakowany. Oto co udało nam się zwiedzić:

1) Skansen. Dość zimny i nieprzyjazny o tej porze roku, ale nie wybraliśmy sie tam bynajmniej w celu oglądania starych drewnianych domków. W skansenie znajduje się zoo…i to nie byle jakie. Są tam łosie (prawdziwe łosie! Z bliska!), renifery, niedzwiedzie, rosomaki, krowy, kozy, ptactwo, wilki, rysie, lisy, konie i kucyki, a w pobliskim Akwarium - gigantyczne żółwiaki, paskudne, gołe golce, rekiny, płaszczki i pomniejsze ryby różnych gatunków, jaszczurki, węże, szczury i lemury na wolności (wolno koło nich chodzić w klatce, ale raczej nie głaskać - potrafią ugryżć). Był to na pewno ulubiony etap wyprawy N.

2) Pałac Królewski - chyba głównie dlatego znalazł się w planie, że wypadało. Oczywiscie, zdążyliśmy na 12, kiedy zaczęla się codzienna, 40-minutowa parada wojskowa. N. wjechała alfą w uliczką, którą akurat poruszał się pochód i musiała uciekać, cały czas jadąc tyłem ^^ A kiedy biegała koło zamku (spory jest) została opierniczona przez wartownika, bo przeszła zbyt blisko budki wartowniczej. Pałac - prostokątna bryła bez udziwnienń, wewnątrz typowe muzealne rzeczy - stroje, meble, dokumenty. Nieco ciekawej było w skarbcu, gdzie przechowują cenną biżuterię, korony, szpady i takie tam.

3) Muzeum Waza - nie ulega wątpliwości, że tam podobało się Snikowi, Alexowi i Leonowi najbardziej. Waza - okręt bojowy, który wypłynął na wody Bałtyku w XVII wieku, tylko po to by zatonąć po 30 minutach, był jednym z największych i najdroższych statków bojowych tamtych czasów. Przez ponad 300 lat spoczywał na dnie Bałtyku, by wreszcie zostać wydobytym, przywróconym prawie do czasów świetności i obudowanym… muzeum. Dzięki niezwykłej charyzmie przewodniczki wyprawa do muzeum okazała się naprawdę fascynująca.

4) Starówka - późnym wieczorem dotarliśmy na starówkę. Szwedzką starówkę tworzą niewielkie, kolorowe, wąskie kamieniczki i jeszcze węższe uliczki, pełne sklepików i restauracji, malowniczo oświetlone starymi latarniami, które zbiegają się w szeroki bulwar, pełen nowoczesnych sklepów.

Czy warto odwiedzić Sztokholm? Na pewno. Nasze zdjęcia nie oddadzą niestety uroku tego miasta położonego na szeregu malutkich wysepek połączonych mostami. Na pewno wielu rzeczy nie widzialiśmy, nie możemy się więc doczekać letniej wyprawy :)

2 komentarzy für “Wielki powrót…”

  1. Marcin |

    Mnie zaintrygował jeden fragment, że sporo czasu spędziliście na Wormsach? :> TYCH Wormsach? :>

  2. zu |

    Nareszcie nowy wpis :) Wyprawa brzmi fajnie, moimi ulubionymi zdjęciami są te z czerwonymi drewnianymi(?) konikami. Wydawałoby się, że w Szwecji w grudniu powinno być trochę więcej śniegu niż u nas, tymczasem widzę, że tam także jest wyjątkowo bezśnieżne :)
    Widzimy się jak wrócicie do kraju na święta ^^!

Napisz nam coś! ;)